Niedaleko stał klasztor buddyjski Szarkhe, gdzie lama-lekarz za pomocą ekstraktu cudownego „dżeń-szengu”, chińsko-tybetańskiego „panaceum zdrowia, młodości i życia”, szybko powrócił mi siły.
„Dżeń-szeng” jest to tajemniczy korzeń leczniczy rośliny Panax ginseng52, ceniony przez lekarzy buddyjskich na wagę złota, gdyż posiada cudowną siłę uzdrawiania i przywracania młodości.
Sowicie obdarzony za kurację lama uczuł do mnie sympatię i odszedłszy ze mną na stronę, żeby inni nie mogli nas podsłuchać, wyraził wątpliwość, czy uda się nam przejść przez Tybet; nie chciał jednak wytłumaczyć mi, na czym wątpliwości jego polegały.
Zrozumiałem, że wiedział coś ważnego, lecz zaciął się i milczał.
XVII. W „kraju krajów”
Gdym wrócił do przytomności, tajemniczy Tybet, „kraj krajów”, już otaczał nas swymi niebotycznymi szczytami, bagnistą równiną Cajdam i pełną zmiennych krajobrazów kotliną Kuku-nor.
Droga dość szeroka ze śladami kół okutych żelaznymi klamrami prowadziła przez góry; na piąty dzień weszliśmy do kotliny, pośrodku której leżał Kuku-nor.
Jeżeli Finlandię nazywają podróżnicy „krajem tysiąca jezior”, to północną część obwodu Kuku-nor należałoby nazwać „krainą miliona jezior”. Przeszliśmy na zachód od Kuku-nor, pomiędzy Dułan-Kitt i jeziorem, lawirując pośród bagien, trzęsawisk, jezior i rzeczek głębokich a grząskich.
Woda tu nie zamarzała; dopiero na szczytach przejść górskich odczuwaliśmy wpływ mroźnych i silnych wiatrów północnych.
Tubylców spotykaliśmy rzadko. Z wielkim trudem odnajdywaliśmy tybetańskich pastuchów, od których nasz Kałmuk kupował barany i otrzymywał wskazówki co do dalszej drogi. Okrążywszy od wschodu jezioro Tassun, spostrzegliśmy niewielki klasztor, w którym stanęliśmy.