Samojedzi, wypocząwszy trzy dni w gościnnym domu Lisów, zaczęli się przygotowywać do dalszej drogi.
— Niech tylko lato przyjdzie i wysuszy bagniska, przekoczujemy do was, nad Ałgim! — oznajmił na pożegnanie Wotkuł.
Zesłaniec odparł po namyśle:
— Dziękuję wam, przyjacielu, lecz chciałbym prosić was, abyście zaczekali, aż sam was o to poproszę...
Wotkuł zajrzał mu w oczy pytająco.
— Tak! Zaczekajcie, bo... bo mogą zajść zmiany... muszą zajść! — powtórzył zesłaniec.
Wotkuł, zapaliwszy fajeczkę, mruknął:
— Rozumiem!... Chcecie prosić władze, aby pozwoliły wam powrócić do Narymu?
Lis potrząsnął głową i zawołał z oburzeniem:
— Nigdy o nic nie będę prosił! Mógłbym to dawno uczynić przez rewizora, barona Tolla, a nie skorzystałem z jego pomocy. Moskale nie usłyszą z ust moich żadnej prośby!