— Starszym radcą przy gubernatorze, jego oczami i prawą ręką! — odpowiedział kupiec. — Rządzi gubernatorami jak chce. Jeżeli któryś z nich okazał się człowiekiem uczciwym i zaczynał ścigać urzędników za bezprawie, łapownictwo i inne nadużycia, Safianow zawsze potrafił urządzić tak, że gubernator szedł pod sąd i zostawał wydalony. Nikt dotąd nie odważył się z nim zadrzeć!
— Ależ napędził on wam strachu! — zaśmiał się zesłaniec.
— Straszny to człek! Zresztą wkrótce ujrzysz go na własne oczy... — mruknął Rodionow.
— Widziałem straszniejszego, bo samego cara Mikołaja! — uśmiechnął się Lis.
Pomilczeli chwilkę, po czym kupiec, uspokoiwszy się nieco, rzekł:
— Chodźmy nad rzekę, tam dziś od rana odbywa się widowisko, które się zowie u nas wojniszką. Urządzają ją nasi Samojedzi i Rosjanie z Tatarami tamtego brzegu. Popisują się tam co najtęższe chłopy!
— O cóż im poszło? — spytał pan Władysław.
— O nic, bo to tylko zabawa, która odbywa się co roku w pierwszy dzień Bożego Narodzenia! — objaśnił kupiec. — Chodźmy, zobaczysz ją, a warto widzieć, bo rzecz ciekawa i podniecająca!
Skierowali się ku rzece. Na brzegu stłoczyli się wszyscy mieszkańcy: mężczyźni, kobiety i dzieci.
Na lodzie widniały kupki uczestników tej syberyjskiej „zabawy”.