— Rozumiem — kiwnąwszy głową, odparł wreszcie Pyraga. — Biegnę!
Lis powrócił do izby, gdzie doktor Gruber przeglądał nowy poradnik lekarski, napisany po niemiecku przez Czecha Jungmanna68, rektora uniwersytetu w Pradze, zaopatrzony w rysunki, których stary Gruber nigdy nie widział. O medycynie bowiem naczelny lekarz syberyjski od dawna zapomniał był doszczętnie. Zamiast gruntownej wiedzy posiadał dyplom doktora medycyny zdobyty na uniwersytecie dorpackim i to wystarczało mu najzupełniej. Toteż gdy Gruber znalazł po chwili na półce z książkami inne znowu dzieło, Johanna Helfricha Jungkena69 O środkach leczniczych naturalnych i sztucznych, ucieszył się bardzo i trzaskając w palce, wykrzykiwał:
— O! O! To dzieło! Wielkie dzieło... sławne!
Pani Julianna, zaniepokojona utarczką męża z Safianowem, nie mogła jednak powstrzymać ironicznego uśmiechu.
Wprowadzające doktora Grubera w zachwyt dzieło Jungkena od dawna już było zapomniane przez lekarzy jako przestarzałe i w wielu wypadkach posiadające poważne błędy. Pani Lisowa miała je wyłącznie z powodu załączonego doń spisu wszystkich znanych ziół i innych roślin leczniczych. Nie powiedziała tego jednak pani Julianna i spokojnie wysłuchiwała zachwytów starego Niemca.
Radca Safianow palił fajkę i milczał, rzucając złośliwe spojrzenia na gospodarzy.
Wreszcie wytrząsnął popiół i mruknął:
— Doktorze, chodźcie już! Pan rewizor przespał się na pewno i zechce zwiedzić miasto. Musimy mu towarzyszyć, aby różni donosiciele nie wprowadzili go w błąd.
To mówiąc, wyraziście spojrzał na Lisa i wyszedł, nie skinąwszy mu nawet głową. Gruber długo potrząsał ręką pani Lisowej i znowu obiecywał jej dostarczenie paki z lekarstwami i materiałem opatrunkowym, a więc z szarpią, płóciennymi bandażami, proszkiem węglowym, „piekielnym kamieniem”70 i wszystkim, co posiadał na składzie w Tomsku.
Ledwie się drzwi za gośćmi zamknęły, pani Julianna rzuciła się do męża.