Wonź odbywa się zwykle nie jednocześnie, lecz dla każdego gatunku ryb z osobna.
Toteż niewód Lisa zagarniał przez kilka dni liny, muksuny87 i nelmy, w następne zaś różne sigi: pospolitą sigę, piżjany i szczokury (Cosegomus polkur i nasus), aż wreszcie rybacy zmuszeni byli wskakiwać do wody i staczać bitwy z olbrzymami rzecznymi — ogromnymi, ważącymi nieraz do stu kilogramów jesiotrami, sterletami88, tajmieniami89, należącymi do rodziny łososi, i miętusami. Te ciężkie, silne ryby, wpadające do sieci, zaczynały się w niej miotać, a ciągnąc ją na głębinę, wlokły za sobą łodzie rybaków.
Pewnego dnia w sieci Lisa uwikłała się jakaś bardzo duża ryba.
Widać było, jak kotłowała się i pieniła woda, którą smagała potężnym ogonem szamocąca się w niewodzie zdobycz. Snadź posiadała ogromną siłę, gdyż zaczęła holować za sobą oba czółna, ciągnąc je na najgłębsze miejsce łożyska rzeki.
— Zrzuć sznury z kamieniami, aby hamowały ruch łodzi! — krzyknął do Lisa młody Samojed. — Inaczej ryba wywlecze łodzie na wart i przewróci nas albo przerwie sieć!
Lis opuścił za burtę uwiązane do liny kamienie; wlokły się po dnie, zawadzały o lezące na nim pnie drzew i znacznie zwolniły bieg łodzi.
Kilka razy jeszcze ryba usiłowała powtórzyć manewr, lecz zmęczona, w końcu pozostała bez ruchu.
Młody Rodionow zaczął szybko się rozbierać.
— Dlaczego to robisz? — spytał Lis.
— Wskoczę do wody i spróbuję ostrożnie podciągnąć matnię niewodu na mieliznę — odparł chłopak.