— A te swoje łachmany spalcie! — rzekł. — Tak mi się widzi, że mieszka w nich więcej wszy niż ludzi w dużym mieście!
Ujrzawszy roześmianą twarz przebranego już Wilka, zwrócił się do niego poważnie:
— Podzielimy pomiędzy sobą herbatę, sól, cukier i żywność, abyście mieli na dalszą drogę...
Zbieg zbladł i krzyknąwszy przeraźliwie, padł do nóg Lisa.
— Nie każcie mi odchodzić! — wołał z rozpaczą. — Pozwólcie pozostać przy sobie!
Polakowi oczy błysnęły radośnie. Odparł natychmiast:
— Zostańcie, jeżeli taka jest wasza wola...
Wilk ze wzruszenia nie mógł wydobyć głosu, więc tylko czepiał się swego dobroczyńcy i całował go po nogach i rękach.
— No, wstańcie już! — rzekł zesłaniec. — Musimy powracać do mego szałasu, Wilku!
— Nazywajcie mnie Romanem... — cichym głosem poprosił katorżnik.