— Cicho ty, szczenię! — huknął na niego Nosow i kopnął go nogą.

Moi pomocnicy skulili się jeszcze bardziej, a rodzice ponuro spojrzeli w stronę rozbestwionego oficera.

— Zrewidować cały dom! — wrzasnął Nosow.

W kilka minut później jeden z żołnierzy przyniósł znalezione w stodole ubranie i buty Łysakowa ze świeżymi śladami błota.

— Czy był tu kto? — zapytał Nosow.

— Nie! — zabrzmiała odpowiedź.

Nosow uśmiechnął się złowrogo i podniósł oczy na mnie. Myślałem, że zacznie mnie indagować, lecz się zorientował, a może nie chciał w tak prosty sposób załatwić sprawy.

— Tyś widziała tu kogo? — zapytał gospodyni. — Ty? Ty? Ty?

Jedno po drugiem padały pytania i brzmiała jednakowa odpowiedź:

— Nie!...