— Czy pan był kiedy na Sachalinie?
— Byłem i objeżdżałem całą wyspę... Ale to już było dawno!...
Starzec podniósł się i wyciągnął do mnie dłoń.
— Pamięta pan — Bołotowa — zawołał — Andrzeja Bołotowa, „Mściciela”, którego spotkaliście w drodze z Pogibi do Przylądka Marii?
Urwał, a po chwili dodał:
— Tego, który wam opowiadał o zabitym w Onorze synku... Pamiętacie?...
— Czyżbyście to wy byli? — zapytałem zdziwiony. — Bardzoście się zmienili?
— Dużo czasu i wody upłynęło od tego dnia! — rzeki w zamyśleniu. — Teraz wszystko się zmieniło i ja się zmieniłem. Byłem kwestarzem na kościoły, a teraz karabin wziąłem i krew ludzką leję, jak wodę!
— To wy jesteście tym Bołotowem, partyzantem... z Kuźniecka? — zadałem pytanie.
— A ja! — zawołał, wesoło potrząsając siwą grzywą włosów. — Hulam teraz i wszędzie mi droga wolna!