— To ciężkogłów, ma dużo pieniędzy — zauważył trzeci.

Zaśmiali się wszyscy, ale trochę leniwie, jakby od niechcenia. Tymczasem podeszła „kałasznica”, dzielna i rezolutna kobiecinka.

Wzięto u niej kołaczy za otrzymanych pięć kopiejek jałmużny i podzielono na równe części.

Młody parobek, który kupczył w ostrogu kołaczami, zabrał dwie dziesiątki i zaczął się mocno spierać, chcąc wytargować trzy zamiast dwóch kołaczy, jak to bywało w zwykłym porządku. Ale kałasznica nie zgadzała się.

— No, a tamtego nie dasz?

— A czego ci jeszcze?

— Tego, czego myszy nie jedzą.

— A bodaj cię choroba powaliła! — krzyknęła kobieta i zaśmiała się.

Na koniec zjawił się i dozorca robót, podoficer, z pałeczką.

— Ej, co się rozsiedli! Zaczynać!