Dziewczynka — jedna z szarego tłumu — wlepiła oczy w Sarę i usunęła się nieco w bok, by dać jej przejście. Nawykła usuwać się z drogi wszystkim; wiedziała, że gdyby ją ujrzał policjant, kazałby jej natychmiast stąd się wynosić. Sara ścisnęła w ręce pieniążek i zawahała się na chwilę, po czym zapytała dziewczynkę:

— Czy jesteś głodna?

Dziewczynka posunęła się jeszcze nieco w bok.

— Cym nie jest głodno? — odpowiedziała głosem ochrypniętym. — Albom to nie jest głodno?

— Czy nie jadłaś obiadu? — dopytywała się Sara.

— Obiadu?... A dyć100 nie jadłam — odpowiedziała dziewczynka, posuwając się jeszcze dalej. — Ani śniadanio nie jadłam... ani wcora kolacyi... Nic-zem nie jadła...

— Jak dawno? — zapytała Sara.

— Albom to wim? Dzisio nic mi nie dali... nikaj101... choćzem prosiła i prosiła.

Sam jej widok przypomniał Sarze o własnym głodzie. Jednakże w głowie znów jej zaświtały zwykłe rojenia.

— Jeżeli jestem księżniczką — mówiła do siebie — to powinnam pamiętać, że księżniczki... gdy cierpiały biedę i były pozbawione tronu... zawsze dzieliły się kęsem chleba z każdym człowiekiem biedniejszym od nich i bardziej głodnym. Ciastka są po pensie sztuka. Gdybym znalazła sześć pensow, mogłabym zjeść sześć ciastek... Nie wystarczyłoby dla żadnej z nas dwóch... ale lepsze coś niż nic.