Przerwała, gdyż w tej chwili wzrok jej padł na przedmiot, stojący na stoliku w kącie. Znajdował się on tu może od dwóch dni. Była to mała teczka, zawierająca papier, koperty, pióra i atrament.
— Och! Że mi też to wcześniej na myśl nie przyszło! — zawołała.
Wstała, podeszła do kąta i przyniosła teczkę.
— Napiszę do niego — zawołała radośnie — i zostawię list na stole. Ta osoba, która sprząta ze stołu, zabierze pewno i ten list. Nie będę o nic prosiła, a za podziękowanie z pewnością się nie obrazi.
List, który napisała Sara, miał brzmienie następujące:
Sądzę, że Pan się nie obrazi, że piszę do Niego, mimo że Pańskim życzeniem jest zachowanie sekretu. Proszę mi wierzyć, że nie chcę być niegrzeczna i nie staram się niczego śledzić. Pragnę tylko Panu podziękować za tak wielką dla mnie łaskawość, która wszystko w moim życiu czyni podobnym do jakiejś baśni czarnoksięskiej. Jestem Panu bardzo wdzięczna — i taka szczęśliwa! Również i Becky jest niezmiernie wdzięczna i szczęśliwa — wszystko wydaje się jej równie piękne i dziwne, jak mnie samej. Byłyśmy dawniej tak osamotnione, zziębnięte i zgłodniałe, a teraz... Ile dobrego Pan dla nas zrobił! Niech mi będzie wolno powiedzieć choć te słowa. Czuję, że powinnam je powiedzieć. Dziękuję — dziękuję — dziękuję — bardzo dziękuję!
Dziewczynka z pokoiku na poddaszu
Nazajutrz położyła ten liścik na małym stoliku. Wieczorem już go nie znalazła. Wiedziała więc, że czarodziej list otrzymał! Sama ta myśl uszczęśliwiła ją niewymownie.
Przed udaniem się na spoczynek czytała Becky jedną z ofiarowanych książek, gdy nagle uwagę jej przykuł jakiś szmer koło okna. Podniósłszy oczy znad książki, spostrzegła, że i Becky ten szmer musiała posłyszeć — gdyż zadarła głowę do góry i nadsłuchiwała z niepokojem.
— Coś tam łazi, prose panienki! — szepnęła.