Sara przyłożyła rękę do czoła, a wargi jej się trzęsły.

— A ja przez cały ten czas byłam u miss Minchin — szepnęła głucho, jak we śnie. — Tuż za ścianą...

„Starałam się być nią zawsze”

Rozwikłaniem całej sytuacji zajęła się miła i zacna pani Carmichael. Posłano zaraz po nią, a ona przybyła niezwłocznie, by przygarnąć Sarę w ciepłe objęcia i wyjaśnić jej, co się stało. Wrażenie, wywołane nieoczekiwanym zgoła odkryciem, odbiło się bardzo na stanie zdrowia pana Carrisforda. Proszono więc Sarę, by odeszła do drugiego pokoju, ale pan Carrisford sprzeciwił się temu:

— Słowo daję — rzekł słabym głosem do pana Carmichaela — czuję się tak dobrze... a nie chciałbym tracić jej z oczu.

— Ja się nią zaopiekuję — oświadczyła Janet — a mamusia przyjdzie za parę minut.

I wyszła razem z Sarą do drugiego pokoju.

— My tak się cieszymy, żeś się znalazła! — rzekła do Sary. — Nie masz pojęcia, jak się cieszymy.

Donald stał z rękami w kieszeni i wpatrywał się w Sarę oczyma pełnymi rozwagi i skruchy. W końcu rzekł:

— Szkoda, że nie zapytałem cię o nazwisko, gdy dawałem ci sześć pensów... Gdybyś powiedziała, że się nazywasz Sara Crewe, znaleźlibyśmy cię od razu.