— Biedactwo! — przemawiała tkliwie w jednym momencie. — Wiem, że nie masz mamusi, biedna...
A za chwilę odzywała się już zgoła innym tonem:
— Jeżeli nie przestaniesz beczeć, Lottie, to cię wybiję. Biedny aniołeczku! No, cichaj, cichaj!... Ej ty nieznośna, niegrzeczna dziewczyno, zobaczysz, jak ci dam w skórę! Zobaczysz!
Sara podeszła ku nim spokojnie. Nie wiedziała jeszcze, jaki obierze sposób postępowania, w każdym razie miała w duszy niejasne przeświadczenie, że takie bezradne i nerwowe powtarzanie krańcowo sprzecznych z sobą powiedzeń bynajmniej nie prowadzi do celu.
— Miss Amelio — odezwała się szeptem. — Miss Minchin prosiła, żebym spróbowała ją uspokoić... Czy pani mi pozwoli?...
Miss Amelia odwróciła się i spojrzała na nią beznadziejnie.
— Co? Sądzisz, że ci się to uda? — westchnęła.
— Nie wiem, czy mi się uda — odpowiedziała półgłosem Sara. — W każdym razie spróbuję.
Miss Amelia z ciężkim westchnieniem podniosła się z klęczek, a Lottie wciąż w najlepsze wierzgała tłustymi nóżkami.
— Jeżeli pani wyjdzie cicho z pokoju — rzekła Sara — to ja z nią tu pozostanę.