— To jedna z sukienek, w których tańczę — odpowiedziała Sara. — Ja bardzo ją lubię... a tobie jak ona się podoba?
Becky przez dłuższą chwilę wprost głosu z siebie dobyć nie mogła; w końcu odezwała się z lękliwym szacunkiem:
— Razu jednego tom ja widziała księżnickę. Stałam se na ulicy koło Coving Garden, w gromadzie ludzisków i przypatrowałam się, jak róźne panie i panowie jechali do tyjatru. A była tam jedno pani, której się najwięcej przypatrowano... i tak se jeden drugiemu mówili: „Patrzoj, to księznicka”. Była to dużo już pannica, ale cało cyrwono... i suknio, i płascysko, i kwiotki. Przypomniała mi się ona od razu, kiej obacyłam łaskawom panienke, jak se panienka siedziała na stole. Bo tyz panienka jest do niej podobno.
— Nieraz przychodziło mi na myśl — odezwała się Sara głosem pełnym namysłu — że chciałabym być księżniczką. Ciekawa jestem, jak to się wtedy człowiek czuje. A może bym tak zaczęła udawać, że nią jestem?
Becky patrzyła na nią z podziwem i jak przedtem, nie rozumiała ani słowa. Ale niebawem Sara otrząsnęła się ze swych rozmyślań i zwróciła się do niej z nowym zapytaniem:
— Becky, czyś ty przysłuchiwała się wtedy mojej opowieści?
— Tak, panienko — przyznała się Becky, nieco zaniepokojona. — Wiedziałam, że mi nie kozali słuchać, ale... ale bajka była tako piekno, ze... nie mogłam wytrzymać...
— Ja chciałam, żebyś ty się przysłuchiwała — rzekła Sara. — Sama nie wiem, jak to objaśnić, ale gdy ktoś opowiada bajkę, to nie ma dla niego rzeczy milszej, jak widzieć, że ludzie chętnie jej słuchają. Czy chciałabyś usłyszeć resztę?
Becky znów oniemiała na chwilę.
— To ja bede mogła jej słuchać? — zawołała. — To tak, kiejbym jo była skólną dziewcyną, panienko! To panienka chce mi opowiedzieć te pieknom bajke o księciu i o białych wodnickach, pluskających się wesoło we wodzie... z takiemi gwiozdami we włosach?