— Proszę siadać, panie Barrow — odezwała się.

Pan Barrow nie usiadł od razu. Całą jego uwagę pochłonęła Ostatnia Lalka oraz otaczające ją przedmioty. Włożył na nos okulary i z widocznym zgorszeniem przyglądał się tej wystawie. Ostatnia Lalka nie przejmowała się tym bynajmniej; siedziała nieruchomo i spoglądała na niego obojętnym wzrokiem.

— Sto funtów! — burknął zwięźle pan Barrow. — Same kosztowne materiały, a wykonane u paryskiej modystki! Ależ ten człowiek marnował pieniądze!

Miss Minchin czuła się obrażona tym, że ktoś śmie tak urągliwie42 wyrażać się o najlepszym z jej dobroczyńców. Nawet plenipotenci nie powinni sobie pozwalać na taką samowolę!

— Przepraszam, panie Barrow — odezwała się chłodno. — Nie rozumiem, co pan chce przez to powiedzieć.

— Widział kto sprawiać jedenastoletniemu dziecku takie prezenty na urodziny! — odrzekł pan Barrow tonem równie krytycznym. — Wedle mego zdania jest to istne szaleństwo!

Miss Minchin wyprostowała się jeszcze sztywniej.

— Kapitan Crewe jest człowiekiem majętnym — rzekła. — Same kopalnie diamentów...

Pan Barrow nie dał jej dokończyć zdania:

— Kopalnie diamentów! Ależ ich nie ma i nigdy nie było!