— Kopalnie diamentów... kochani koleżkowie... i ruina materialna... — odpowiedział pan Barrow.
Miss Minchin oniemiała na chwilę.
— Ruina! — wyjąkała.
— Stracił wszystko co do grosza. Ten człowiek miał za wiele pieniędzy. Jego kochany koleżka miał bzika na punkcie kopalń diamentów... no i wpakował w nie wszystkie pieniądze nie tylko swoje, ale i kapitana... a w końcu przepadł, jak kamień w wodę. Kapitan Crewe był już nawiedzony febrą43, gdy doszła do niego ta wiadomość. Wstrząs był zbyt silny. Kapitan zmarł w malignie44, bredząc o swej córce... i nie zostawił ani grosza...
Teraz miss Minchin zrozumiała, o co idzie. Nigdy w życiu nie zadano jej równie ciężkiego ciosu. Cios ten wymiótł nagle z jej wzorowego pensjonatu najlepszą z jej uczennic i najmożniejszego z jej protektorów. Miała takie uczucie, jakby ją znieważono i okradziono i jakby kapitan Crewe, Sara i pan Barrow w równej mierze zasługiwali na surowe napiętnowanie.
— Więc pan chce mi powiedzieć — krzyknęła — że on nic nie zostawił?... że Sara nie posiada żadnego mienia?... że jest żebraczką... że na mej opiece zostawiono ubogą dziewczynę, która dotąd uchodziła za dziedziczkę wielkiego majątku?
Pan Barrow był człowiekiem sprytnym i wyrachowanym, więc pomyślał o tym, by jak najprędzej uwolnić się od wszelkiej odpowiedzialności.
— Tak, to nie ulega wątpliwości, łaskawa pani — odpowiedział. — Dziewczyna została bez grosza majątku... i została na opiece pani... ponieważ nie słyszałem, by miała jakich krewnych.
Miss Minchin zerwała się z miejsca i podbiegła ku drzwiom. Miało się wrażenie, że chce je otworzyć i wybiec z pokoju, by przerwać wesołą i nieco hałaśliwą pogawędkę dziewczynek, siedzących przy podwieczorku.
— Ach, to okropne! — odezwała się. — Ona w tej chwili siedzi w mym salonie, ubrana w jedwabną sukienkę i koronkowe spódniczki, i na mój koszt wyprawia przyjęcie koleżankom!