— Postąpiłaś o wiele piękniej niż ja — wyznała Sara. — Ja byłam zbyt dumna, by starać się o twoją przyjaźń. Widzisz, teraz, gdy los mnie doświadczył, okazało się, że nie jestem dobrym dzieckiem. Bałam się zawsze, że przyjdą na mnie takie ciężkie chwile... Może dlatego zostały zesłane, żeby mnie wypróbować!

Ermengarda rozejrzała się po pokoiku, a na jej twarzyczce malowała się jednocześnie ciekawość i bojaźń.

— Saro — odezwała się — jak ty tu możesz mieszkać?

Sara również rozejrzała się wokoło.

— Owszem, mogę... o ile sobie wyobrażę, że ten pokoik inaczej wygląda... albo też, że jest to jedno z miejsc, o których mowa w powieściach.

Mówiła powoli, a wyobraźnia jej poczęła się ożywiać i pracować, jak nie pracowała od czasu, gdy na Sarę spadło nieszczęście. Toteż Sara miała wrażenie, że ta władza jej duszy uległa niejakiemu stępieniu.

— Inni ludzie w gorszych jeszcze żyli warunkach. Przypomnij sobie hrabiego Monte Christo, gdy znajdował się w kazamatach56 Château d’If57. A pomyśl o więźniach Bastylii!

— Bastylii... — szeptem powtórzyła Ermengarda, wpatrując się w przyjaciółkę i ulegając już jej urokowi. Miała żywo w pamięci dzieje rewolucji francuskiej, które Sara za pomocą intrygujących opowiadań utrwaliła w jej umyśle. Prócz Sary, nikt nie zdołałby tego dokonać.

— Tak jest — mówiła dalej Sara, oplatając kolana dłońmi, a w oczach jej zajaśniał błysk, znany tak dobrze Ermengardzie.

— W tym miejscu można doskonale wszystko sobie wyobrażać. Jestem oto więźniem Bastylii. Spędziłam tu wiele, wiele lat... i wszyscy o mnie zapomnieli, Miss Minchin jest dozorcą więzienia... a Becky... — tu w jej oczach rozjarzył się promień jeszcze silniejszy — Becky jest więźniem, znajdującym się w sąsiedniej celi!