Bardzo go to zmartwiło.
— Cóż tedy mam czynić? — spytał człowieka onego.
— Zapomnieć! — odparł tenże. — Zapomnieć albo...
— Albo co? — zagadnął chciwie.
— Albo przyjąć naukę.
— Jaką naukę?
— Jedną z wielu. Najlepiej przyjm naukę dnia, co płynie. Ona najlepiej zasłania pytania wszelkie.
— Jakaż ona?
— Powiada: wyrośliśmy jako drzewa owe, z gleby ziemskiej powstaliśmy, jako wszystko powstaje z prochów przodków naszych. Należymy wszyscy do jednego bractwa nicości i przemijamy bez echa jak przemija ton trąby w lesie, jak mija kształt zaspy śnieżnej pod promieniami wiosennego słońca.
— I to wystarcza? — zdziwił się.