Nagle rozbrzmiało wołanie gromkie.
— Na bok! Na bok! Pociąg idzie! Uciekajcie!
A jednocześnie zajękła8 gwizdawka urzędnika.
— Jazda! Odjazd!
Odepchnięty strachem niebezpieczeństwa i łokciami służby, tłum zatoczył się wstecz. Odkrył się tor przed pociągiem nadzwyczajnym.
Zamigotały latarnie i na stację wpadła „personka”.
— Odjazd! Odjazd!
Trąbka zabrzmiała i pociąg nadzwyczajny ruszył powoli. Daremnie jednak sunął przed osobowym. Personka zakryła go powoli długością swoją.
Dwa te ruchy tak się zmieszały, pożegnanie tak zostało nagle przerwane, że tłum przez chwilę oniemiał i dopiero kiedy zabrzmiał hymn, począł się znów kołysać i falować.
Ale był to już ruch wstecz. Nagle powiało zimnem, wszyscy spostrzegli, że ciemno i że deszcz pada... że daleko do domu... pod dach bodaj...