— Dokument... Znak... Gdzie indziej... nie wolno.
Ktoś zbliżył się szybko do grupy.
— Kolego... a gdzie Prezes, nie mogę go znaleźć!
— Prezes?... Zajrzyj do bufetu.
Skądś, z dalsza dobiegła komenda.
— Porządek! Baczność! Chodem marsz!
— Do jakichże cudnych zórz płyniecie duchy... na jakiż jasny szczyt?
— Poeto... potem... potem...
Zaszeleściło wokół, jakby wieńce tarły się o siebie w ciemku4 liśćmi lauru i szarfami o złotych napisach.
Zawiadowca chwiał się na nogach jak pijany.