— Herr Gott! Herr Gott!
Rozpaczliwie rozejrzał się wokoło, szukając pomocy.
Przy drzwiach stał ślusarz. Oczy miał szeroko otwarte, przerażone. Młotkiem na długiej rączce wywijał w powietrzu młyńca.
Zawiadowca patrzył jak lunatyk.
„Tak, tak! — przemknęło mu przez myśl na widok tego wywijania. — Aushalten7... Dobrze by było, ale jak... jak to zrobić...”
Patrzył na ślusarza i kiwał głową jak oszalały Chińczyk porcelanowy.
Wreszcie zdecydował się. Siadł przy aparacie i znakiem właściwym przerwał depeszę.
„Mniejsza z tym — pomyślał — zapłacę... wytłumaczę się... pal diabli te świnie zatracone!”
Wołał... wołał... wołał... alarmował... beształ wreszcie kolegę siedzącego przy przesyłaczu... groził doniesieniem... Cisza.
— Ja ci dam obrazę, szelmo jakaś! — wrzasnął. — Nie gada łajdak! Pewnie wziął za świnie... Kanalie! Kanalie!