Zawisł oczyma na półce, gdzie były książki, ale odwrócił po chwili głowę.
— Ulica Dziwna — przemknęła mu przez myśl. — Gdzież to może być?
Uczuł, jakby wstępował na jakiś zgoła odmienny poziom odczucia, spostrzegł się na chwilę na innej płaszczyźnie świadomości, otoczyły go dziwne zjawy, nieznane. Ale po chwili otrząsnął z siebie to przywidzenie.
— Głupstwo! — rzekł do siebie głośno. — Oto skutki tego mego idiotycznego zawodu.
I zatroskał się, co się z nim stanie za rok, za dwa, dziesięć...
— Oszaleję... na pewno oszaleję! — powiedział znów głośno. Potem wstał i udał się do kuchni... Nie zdawał sobie sprawy, po co tam idzie. U drzwi przystanął i wytężył słuch.
Z wodociągu padały w muszlę krople wody.
— Psiamać — rzekł znowu.
Zawrócił szybko, ale nim doszedł do łóżka, stanął, namyślił się i po chwili był już w kuchni.
Stanął u drzwi.