Rzeką szedł w górę i czuł cały żal, że go teraz nie ma wysoko, wysoko na niebie.

Dorosły jestem, czuł tak. To się zwie: pełnią sił!

I ledwo tak pomyślał, osłabł rozkosznie i nie mógł walczyć z prądem przeciwnym i nie mógł podnieść nogi.

Zdziwiony był i osłabły, prąd go znosił.

O jakże prędko! Dwa dni temu mijałem ten zakręt... idąc w górę rzeki...

Niosła go woda, tonął i dziwnie mu było:

— Zwyciężam! — myślał... — Ginę! — myślał jednocześnie.

Podniósł oczy.

Brzegiem rzeki, pod prąd szła kobieta.

Szła obojętna, cicha, szata za nią siwa wiała i włosy czarne płynęły w przeciwnym wietrze.