Dola złożyła głowę na splecionych rękach, palce włożyła w usta i wpatrywała się cicha, niema w siedzącego.
Teraz dopiero zobaczył, że ona to sama była skrzydliskami bramy, do jaru wiodącej... Suknia jej ciemna opadała w szerokich, płaskich fałdach, suknia siwa, usiana gwiazdami z poczerniałego złota.
*
I nagle śmigło mu przez głowę, by stoczyć z nią bój.
Pamiętał, że się zachwiała pod jego ciosem wówczas... czuł moc teraz... czuł w sobie nakaz...
Zerwał się i rzucił na zapatrzoną.
Wymierzył cios potężny w jej kolano... i padł na ziemię. Pięść jego nie trafiła na ciało.
Wstał.
U stóp jego leżała siwa suknia Doli... Na trawie zaś, poczwarne jakieś błyszczały kwiaty czy oczy...
Wpatrzył się w nie...