— To jest ważna kwestia. Gdybym wiedział dokładnie wszystko, co mówili wszyscy kapłani szczęścia, mógłbym sobie wyrobić pogląd, co to takiego jest. Chciałbym wiedzieć, czy zawsze jest ono takie samo, jak np. słońce, czy też ulega zmianom, jak księżyc.
— Spytaj więc człowieka. Ale nie wiem, w jaki sposób będzie cię mógł zobaczyć...
— To prawda. Ludzie są całkiem inni jak134 my. Muszą też mieć inne oczy i widzą zgoła inaczej.
— Nie zbyt dobre te oczy ludzkie, mówiąc między nami... Zawsze im ktoś musi pokazywać najprostszą rzecz, inaczej nie widzą nic... Ale mniejsza z tym... Otóż w jednym godzili się obaj kapłani ze sobą... mówił mój pradziad.
— Cóż to takiego! Mów! Czemuż przemilczałeś tę rzecz ważną?
— Obaj, dawny i teraźniejszy uważali się za posłańców Boga i prawdziwych, nieomylnych wyznawców prawdy.
— I głosili jednocześnie sprzeczne rzeczy?
— Nie wiem czy sprzeczne. Nie chcę ich oczerniać.
— Może mieli w młodości swej inne poglądy, a znów inne, gdy się postarzeli?
— Nie wiem. Tamten zmarł, zanim przyszedłem na świat... Ale cóż ci tak bardzo na tym wszystkim zależy?