Ciemń zaczęła opowiadać.

Przywarł do krat łakomie. Ujrzał słońce na czerni, rozświetliła się noc. Zrozumiał, że może w ciemku żyć radość.

Leżał na twardej słomie, głos od okna przywołał go i szeptać począł:

— A to było... tak...

— Jak? — spytał.

— Szedłeś prosto... prościuteńko, jak każe prawo... a nad głową twą była pieśń...

— Tyle wiem sam. Była pieśń radosna.

— Tak. Szedłeś tedy... gdy wtem nagle..

— Już wiem! Szkło! Rozbita flaszka!

— Nie!... Gdzież tam!