Twarz jego okalały długie, ciemne włosy, spadające w kędziorach na ramiona.
A twarz sama...
Człowiek z wiadrem wpatrywał się w tę twarz długo. Zrazu zgoła nieznana, coraz mu się wydawała bliższą, bardziej pamiętną, podobniejszą do twarzy zapamiętanych kiedyś...
— Znasz mnie? — spytał nieznajomy.
— Nie wiem... coś sobie przypominam.. — odparł z wahaniem. Potem dodał: — Wyglądasz, panie, jak ktoś znany mi...
— My wszyscy mamy podobne rysy... wszyscy...
— Któż to wy jesteście? — spytał.
— My wszyscy, niepijący tej wody! — odpowiedział przybysz.
W tej chwili szum się rozległ w powietrzu nad głowami rozmawiających.
Człowiek z wiadrem spojrzał w górę i zobaczył stadko gołębi.