— Uważaj cymbale! — krzyknął za śpieszącą się postacią.

— Sameś56 cymbał! — usłyszał odpowiedź.

Zatłukło mu się w żołądku, uczuł zawrót głowy. Za chwilę, gdy jakoś przeszło, powlókł się dalej drogą, przecinaną przez światło i ciemność, ku zwrotnicy.

Irytowało go wszystko. Podniesione kołnierze płaszczów u służby kolejowej, wciśnięte na czoła czapki, ostrożne chlupanie nóg po wodzie, to, że nikt go nie spostrzegał, nie kłaniał się...

— Michał! — zawołał wściekły.

Ale nikt mu nie odpowiedział.

— Bydło! Bydło! — mruczał pod nosem. — Niechże was diabli...

Uczuł, że idąc, ociera się o ludzi, o większe grupy ludzi szepcących.

— Tyle ludzi... tutaj... w takiej dziurze... i to wśród deszczu?

Przyśpieszonym krokiem ktoś biegł za nim. Obrócił się.