— To nie do wytrzymania...
— Dawać draba jednego... to umyślnie...
— To jakiś anarchista...
Nagle rozbrzmiało wołanie gromkie.
— Na bok! Na bok! Pociąg idzie! Uciekajcie!
A jednocześnie zajękła62 gwizdawka urzędnika.
— Jazda! Odjazd!
Odepchnięty strachem niebezpieczeństwa i łokciami służby, tłum zatoczył się wstecz. Odkrył się tor przed pociągiem nadzwyczajnym.
Zamigotały latarnie i na stację wpadła „personka”.
— Odjazd! Odjazd!