Zawiadowca stał w miejscu, gdzie dawał sygnał też biały rękaw koszuli, szal się zatrzepotał w powietrzu... układano się do snu widocznie.
Powoli z ciemni wybłysnęła iskierka latarki niesionej i poczęła się zbliżać.
Był to ślusarz, wracający po służbie. Szedł, a ramię opadało mu ku ziemi pod ciężarem wielkiej torby, z której sterczała długa rękojeść młotka.
Właśnie przechodził popod63 oknem jednego z wozów pociągu nadzwyczajnego, gdy okno się opuściło w dół i siwy jegomość, wychyliwszy się, zawołał:
— Panie... człowieku...
— A wedle tam czego? — odmruknął niechętnie ślusarz.
— Prędkoż my pojedziemy dalej?
— Ha... Bóg to raczy wiedzieć proszę jaśnie pana dobrodzieja...
— Cooo?
— Osie mają heisslauf64... proszę jaśnie pana dobrodzieja...