— Co to? — drgnąłem nerwowo.
— Przy tamtym domu — mówi Drucha, a ręką w powietrzu kreśli przy tym jakieś kontury — przy tamtym domu staniesz. Albo nie, tu... Prr! To zwraca uwagę...
Wysiadł. Zbierał rozrzucone pod nogami rodzeństwa notatki.
— Można do was zajrzeć? — spytałem.
— Można. Dziś mój dzień. Ale idź naokoło. Idzie o dobry przykład.
Mańka patrzy nań z niepokojem.
— Odrywasz się od pnia. Widzę to... Odchodzisz! Może daleko... strzeż się!
— Prorokini jakaś! — odrzucił jej — Na razie idę pożyczyć książek1.
— Nie — upierała się — ty odchodzisz... ja widzę cię co dnia dalej.
Westchnął.