— Skąd idziesz, Alkofrybasie?
Odparłem mu:
— Z pańskiej gardzieli, panie.
— I odkądże tam bawisz? — rzekł.
— Od czasu — rzekłem — kiedyście, panie, ruszali na Almirodów.
— To już więcej niż pół roku — rzekł. — I czym żyłeś? Co jadłeś? Co piłeś?
Odparłem:
— Panie, to samo, co ty: z najsmaczniejszych kąsków, które przechodziły przez pańską gardziel, brałem dziesięcinę.
— Dobrze — rzekł — ale gdzieżeś bejał?
— W pańskie gardło, panie — odparłem.