— Powoli, synaczku, powoli — rzekł Pantagruel. — Otwórz no jeszcze raz.

Wówczas natrafił na wiersz:

Membra quatit, gelidusque coit formidine sanguis.

Kości wnet kruszy, łamie ręce, nogi,

Tak, iż krew w żyłach ścina się od trwogi.

— To znaczy — rzekł Pantagruel — że będzie cię tłukła po grzbiecie i po brzuchu.

— Przeciwnie — odparł Panurg — o mnie to przepowiada i mówi, że będę ją bił jak tygrys, jeśli mnie czym pogniewa. Poczciwy Boćkowski będzie w robocie. A w braku kija, niech mnie diabeł pożre, jeśli nie pożrę jej żywcem jak Kambles, król Lidyjczyków, pożarł swoją.

— Zaprawdę — rzekł Pantagruel — bardzo jesteś odważny; sam Herkules nie zdzierżyłby ci w gniewie.

Za trzecim sztychem natrafił na ten wiersz:

Faemineo praedae et spoliorum ardebat amore.