— Kogo? — spytał Pantagruel.
— Jego — odparli.
— O kogo idzie? — spytał brat Jan. — Jak mi Bóg miły, utłukę go tym kijem. — (Myśląc, iż dopytywali się o jakiegoś rzezimieszka, mordercę albo świętokradcę).
— Jak to — rzekli — jak to! Ludzie wędrowni, wy nie znacie Jedynego?
— Panowie — rzekł Epistemon — nie rozumiemy takowego terminu. Ale wyłóżcie nam, jeśli łaska, kogo macie na myśli, a wraz990 powiemy wam prawdę, bez żadnego udania.
— To jest — odparli — Ten który jest. Czyście go nigdy nie widzieli?
— Ten który jest — odparł Pantagruel — wedle naszej teologicznej nauki, to Bóg. Takim słowem nazwał się Mojżeszowi. Zaiste, nie widzieliśmy go i nie jest widzialny oczom cielesnym.
— Nie mówimy wcale — odparli — o tym wysokim Bogu, który włada w niebiosach. Mówimy o Bogu na ziemi. Czyście go kiedy widzieli?
— Dalibóg — rzekł Karpalim — oni mają na myśli papieża.
— Owszem, owszem — odparł Panurg — owszem, widziałem ich trzech i nie mogę powiedzieć, abym utył z tego991.