Inni strzygli osły i chwalili sobie ich wełnę.
Inni zbierali winne grona z cierni, a figi z ostów.
Inni doili mleko z kozłów, i zbierali je do sita, z wielkim pożytkiem dla gospodarstwa. Inni myli głowy osłom, nie marnując mydła nadaremnie. Inni łowili wiatr sieciami, i chwytali przy tym potężne raki.
Widziałem młodego spodyzatora, który sztucznie dobywał wypierdki ze zdechłego osła i sprzedawał je po pięć groszy łokieć.
Inny putryfikował skarabeusze. O cóż za przednia potrawa!
Ale Panurg wyrzygał się szpetnie, widząc jak jeden archasdarpenin macerował wielką dzieżę uryny ludzkiej z nawozem końskim i dużą ilością chrześcijańskiego łajna. Pfuj, co za świntuch! Wszelako on odpowiedział nam, iż tym świętym destylatem napawał królów i wielkich książąt, i że za jego pomocą wydłużał im życie na dobry sążeń albo dwa.
Inni łamali kiełbaski na kolanie.
Inni obdzierali węgorze od ogona i krzyczały te węgorze dopiero wówczas, kiedy je obdarto, przeciwnie do owych meluńskich.
Inni z nicości czynili wielkie rzeczy i wielkie rzeczy obracali znowuż w nicość.
Inni krajali ogień nożem i czerpali wodę siecią.