— Czy to tu?
— Cztery kondygnacje — rzekła nasza wspaniała Latarnia — czyście liczyli?
— Jeden — odparł Pantagruel — dwa, trzy, cztery.
— Wiele to razem? — spytała.
— Dziewięć — odparł Pantagruel.
— Przez tę samą tetradę pitagorejską pomnóżcie to, co wypadło.
— To byłoby dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści, czterdzieści.
— Ile to czyni razem? — rzekła.
— Sto — odparł Pantagruel.
— Dodajcie sześcian pierwszy, to jest osiem; na końcu tej fatalistycznej cyfry znajdziemy bramę świątyni. I zważcie dobrze, iż to jest prawdziwa psychogonia Platona, tak sławiona przez Akademików, a tak mało rozumiana: której połowa składa się z jedności dwóch pierwszych pełnych cyfr, dwóch kwadratów i dwóch sześcianów.