Aben-Hamet położył rękę na piersiach, usiadł, nic nie mówiąc, na ziemi i pozostał tak z oczyma utkwionymi w Blankę i Lautreca. Francuz, z ciekawością właściwą ludziom tego kraju, podziwiał wspaniałą szatę, lśniącą broń oraz urodę Maura; Blanka nie zdawała się zakłopotana; cała jej dusza spłynęła w jej oczy; szczera Hiszpanka nie siliła się ukryć tajemnicy serca. Po chwili milczenia Aben-Hamet wstał i oddalił się. Zdziwiony zachowaniem Maura i spojrzeniami Blanki, Lautrec wyszedł z podejrzeniem, które się zmieniło niebawem w pewność.
Don Carlos został sam z siostrą.
— Blanko — rzekł — wytłumacz się. Skąd owo wzruszenie, w jakie wprawił cię widok cudzoziemca?
— Bracie — odparła Blanka — kocham Aben-Hameta i jeżeli zechce przyjąć chrześcijaństwo, ręka moja należy do niego.
— Jak to! — wykrzyknął don Carlos. — Kochasz Aben-Hameta! Córa Bivarów kocha Maura, niewiernego, wroga, któregośmy wygnali z tych pałaców!
— Don Carlosie — odparła Blanka — kocham Aben-Hameta; Aben-Hamet kocha mnie; od trzech lat woli się mnie wyrzec, niżby się miał wyrzec wiary ojców. Szlachectwo, honor, rycerskość, to on cały; ubóstwiać go będę do ostatniego tchnienia.
Don Carlos zdolen146 był odczuć całą wielkoduszność postępowania Aben-Hameta, mimo że bolał nad zaślepieniem niewiernego.
— Nieszczęsna Blanko — rzekł — dokąd cię zawiedzie ta miłość? Żywiłem nadzieję, iż Lautrec, mój przyjaciel, zostanie moim bratem.
— Myliłeś się — odparła Blanka — nie mogę kochać tego cudzoziemca. Co się tyczy moich uczuć dla Aben-Hameta, nie jestem z nich winna rachunku nikomu. Chowaj swoje śluby rycerskie, jak ja moje śluby miłości. Wiedz jedynie, na swą pociechę, iż nigdy Blanka nie zostanie żoną niewiernego.
— Nasz ród zniknie zatem z ziemi!... — wykrzyknął don Carlos.