Głowa Aben-Hameta obwisła na łono184: stał nieruchomy pośród don Carlosa, Lautreca i Blanki, patrzących nań w zdumieniu. Dwa strumienie łez popłynęły z jego oczu na puginał umocowany u pasa.

— Darujcie — rzekł — mężczyźni, wiem o tym, nie powinni wylewać łez; odtąd już nikt nie ujrzy ich w moich oczach, mimo iż wiele czeka mnie płakania. Posłuchajcie:

Blanko, miłość moja dla ciebie równa jest żarowi palących wiatrów Arabii. Czułem się zwyciężony, nie mogłem już żyć bez ciebie. Wczoraj widok tego francuskiego rycerza, modlącego się, słowa twoje na cmentarzu koło świątyni obudziły we mnie postanowienie uznania twego Boga i poświęcenia ci mej wiary.

Drgnienie radości ze strony Blanki, zdumienie ze strony don Carlosa przerwało Aben-Hametowi; Lautrec ukrył twarz w dłoniach. Maur odgadł jego myśl i potrząsając głową, z rozdzierającym uśmiechem rzekł:

— Kawalerze, nie trać wszelkiej nadziei; a ty, Blanko, zapłacz na zawsze po ostatnim z Abenserażów!

Blanka, don Carlos, Lautrec podnieśli wszyscy troje ręce do nieba i wykrzyknęli:

— Ostatni z Abenserażów!

Nastaje milczenie; lęk, nadzieja, nienawiść, miłość, zdumienie, zazdrość poruszają wszystkie serca; niebawem Blanka pada na kolana:

— Miłosierny Boże! — rzekła — usprawiedliwiasz mój wybór! Mogłam pokochać jedynie potomka bohaterów!

— Siostro! — wykrzyknął don Carlos gniewny. — Pomnij, że mówisz to wobec Lautreca!