— Podziwiam je — odparł Hiszpan — ale nim się wytłumaczę, pokaż mi jakiś znak twego urodzenia.

Aben-Hamet wydobył z zanadrza dziedziczny pierścień Abenserażów, który nosił zawieszony na złotym łańcuchu.

Na ten znak don Carlos podał rękę nieszczęśliwemu Aben-Hametowi.

— Rycerzu — rzekł — uważam cię za rzetelnego człowieka i prawdziwego syna królów. Zaszczyt czynisz mi zamiarami twymi wobec naszej rodziny: przyjmuję walkę, której przybyłeś szukać potajemnie. Jeżeli padnę, wszystko moje dobro, niegdyś twoje, przejdzie wiernie w twoje ręce. Jeżeli wyrzekasz się zamiaru walki, przyjm z kolei to, coć186 ofiaruję: zostań chrześcijaninem i bierz rękę siostry, o którą oto Lautrec prosił dla ciebie.

Pokusa była wielka, ale nie ponad siły Aben-Hameta. O ile miłość w całej swej potędze odzywała się w sercu Abenseraża, z drugiej strony zgrozę budziła w nim myśl o zespoleniu krwi prześladowców z krwią prześladowanych. Zdawało mu się, że widzi cień przodka, wychodzący z grobu i wyrzucający mu świętokradzki związek. Przeszyty bólem, Aben-Hamet wykrzyknął:

— Ha! Trzebaż, abym tu spotkał tyle wzniosłych dusz, tyle szlachetnych charakterów, iżbym lepiej uczuł to, co tracę! Niechaj Blanka wyda wyrok; niechaj powie, co trzeba mi uczynić, aby się stać godniejszym jej miłości.

Blanka krzyknęła:

— Wróć na pustynię! — I padła zemdlona.

Aben-Hamet pochylił się ze czcią większą niż dla bóstwa i wyszedł, nie mówiąc słowa. Tej samej nocy odjechał do Malagi i wsiadł na statek płynący do Oranu. Napotkał koło tego miasta karawanę, która co trzy lata wyrusza z Maroka, przebywa Afrykę, udaje się do Egiptu i łączy się w Jemenie z karawaną idącą do Mekki. Aben-Hamet przyłączył się do pielgrzymów.

Blanka, której dniom groziło zrazu niebezpieczeństwo, wróciła do życia. Lautrec, wierny słowu jakie dał Maurowi, oddalił się i nigdy słowo jego miłości ani bólu nie zmąciło melancholii córki diuka de Santa-Fé. Co roku Blanka udawała się w góry Malagi, w porze kiedy ukochany jej zwykł był wracać187 z Afryki; siadała na skałach, spoglądała na morze, na dalekie okręty, po czym wracała do Grenady; resztę dni spędzała w ruinach Alhambry. Nie skarżyła się, nie płakała; nie mówiła nigdy o Aben-Hamecie: obcy wziąłby ją za osobę szczęśliwą. Przeżyła całą swą rodzinę. Ojciec jej umarł ze zgryzoty, don Carlos zginął w pojedynku, w którym Lautrec służył mu za świadka. Nigdy nie doszła tu żadna wieść o losach Aben-Hameta.