Od czasu mego przewinienia, zamiast uczestniczyć w powszechnej radości, dzieli ze mną żałość. Jego gorliwość jest pełna szacunku, opieka bardziej troskliwa, czujność bardziej wnikliwa. Zgadł, że bezustanna obecność dzikusów z jego asysty wzmagała moje strapienie, dodatkowo mnie krępując. Uwolniona od ich natrętnych spojrzeń, mam znosić tylko jego wzrok.
Uwierzyłbyś, kochany Azo? Chwilami znajduję przyjemność w tych niemych rozmowach: ogień w jego oczach przypomina mi ten, który widziałam u Ciebie; podobieństwo, które uwodzi me serce. Biada! Jakże to złudzenie jest ulotne, a żal, który po nim następuje trwały! Skończy się dopiero z mym życiem, skoro żyję tylko dla Ciebie.
List VIII
Kiedy jeden przedmiot zajmuje wszystkie nasze myśli, najdroższy Azo, interesują nas tylko te wydarzenia, które mają z nim związek. Gdybyś nie był wyłącznym władcą mej duszy, czyż przeszłabym od strasznej rozpaczy do najsłodszej nadziei, jak to właśnie uczyniłam? Daremnie Kacyk usiłował namówić mnie, bym podeszła do tego okna, na które spoglądałam wciąż z drżeniem. Wreszcie, po usilnych namowach, dałam się doń zaprowadzić. Ach, kochany Azo! Jakże zostałam nagrodzona za mą zgodę! Dzięki cudownemu urządzeniu, czemuś w rodzaju wydrążonej trzciny, mogłam zobaczyć odległe ziemie, których nie dałoby się dostrzec bez tego cudownego przedmiotu. Jednocześnie dał mi do zrozumienia gestami (zaczynam je rozumieć), że udajemy się w stronę tego właśnie lądu i że jego widok był jedynym powodem wesołości, którą wzięłam za ceremonie kultu Słońca. Zrozumiałam od razu korzyść płynącą z tego odkrycia: nadzieja, jak strumień światła, rozjaśniła do głębi moje serce. Najpewniej wiozą mnie ku lądowi, który mi pokazano; nieomylnie jest on częścią Twego państwa, skoro słońce rozjaśnia go swymi zbawiennymi promieniami46. Nie jestem już w niewoli okrutnych Hiszpanów. Któż mi zabroni wrócić pod ochronę Twych praw? Tak, najdroższy Azo, połączę się z mym lubym. Moja miłość, mój rozum, me pragnienia, wszystko mnie w tym upewnia. Frunę w Twe ramiona, serce zalewa radość, przeszłość znika, nadszedł kres niedoli. Zapominam o nich, zajmuje mnie wyłącznie przyszłość, skarb jedyny.
Azo, droga nadziejo, nie straciłam Cię; ujrzę Twoją twarz, Twoje szaty, Twój cień; będę Cię miłować, powiem Ci to na osobności. Jakich udręk nie wymazałoby takie szczęście?
List IX
Jakże dłużą się dni, gdy się je liczy, mój najdroższy Azo! Postrzegamy czas, jak i przestrzeń, dzięki ich granicom. Myśli nasze i poznanie błądzą z powodu ich odwiecznej jednostajności. Tak jak przedmioty wyznaczają kresy przestrzeni, tak nasze nadzieje zdają się odmierzać krańce czasu. Kiedy nas te nadzieje opuszczają lub gdy owe krańce są niewyraźne, nie odczuwamy już upływu czasu, podobnie jak nie zauważamy powietrza wypełniającego przestrzeń.
Od strasznej chwili naszego rozstania dusza ma i serce, jednako obumarłe z nieszczęścia, pogrążyły się w całkowitym niebycie, w zgrozie natury, na podobieństwo nicości. Dni płynęły niepostrzeżenie, pozbawiona nadziei trwałam w bezczasie. Odzyskałam spokój umysłu i cieszę się z lekkości myśli. Odkąd wyobraźnia otwarła się na radość, myśli tłoczą się aż do jej wyczerpania. Plany radości i szczęścia następują po sobie na przemian, nowe pomysły pojawiają się z łatwością, te zaś, których nie zauważyłam, rodzą się same z siebie. Od dwu dni rozumiem różne słowa języka Kacyka, które dotąd wydawały mi się nieznane. Są to na razie nazwy przedmiotów: nie wyrażają moich myśli i nie pozwalają mi zrozumieć myśli innych, dostarczają mi już jednak kilku koniecznych wskazówek. Wiem, że Kacyk nazywa się Déterville, nazwa pływającego domu to statek, a ziemia, do której zdążamy — Francja.
Ta ostatnia nazwa wpierw mnie przeraziła: nie pamiętam, bym ją słyszała użytą dla określenia jakiejś części Twego państwa. Zważywszy jednak na ogromną liczbę krain, które je tworzą i których nazw nie pamiętam, ta obawa prędko się ulotniła. Czy mogła utrzymać się dłużej przy pewności, jaką daje bezustanny widok Słońca? Nie, kochany mój Azo, ta boska gwiazda jaśnieje tylko dla swych poddanych — sama wątpliwość byłaby karygodna. Wracam do Twego państwa, już wkrótce Cię ujrzę, biegnę ku szczęściu.
W tym radosnym uniesieniu snuję pomysły na wyrażenie wdzięczności, co sprawia mi wielką przyjemność. Obsypiesz honorami i bogactwem dobroczynnego Kacyka, który nas znowu połączy, zaniesie on do swej krainy pamięć o Zilii, nagroda za jego cnotę uczyni go jeszcze cnotliwszym, a jego szczęście doda Ci sławy. Nic, kochany Azo, nie może równać się z dobrocią, jakiej od niego doświadczam: nie tylko nie traktuje mnie jak niewolnicę, ale sam zdaje się być moim sługą. Zaznaję teraz z jego strony tyle grzeczności, ile doznawałam przykrości podczas mej choroby. Zajęty moją osobą, moim niepokojem, mymi rozrywkami, wydaje się nie mieć innych trosk. Przyjmuję to z pewnym zakłopotaniem, odkąd zrozumiałam, oświecona obserwacją i refleksją, że mylnie go posądzałam o oddawanie mi czci. Nie znaczy to, że zaniechał on gestów, które brałam za pobożne. Ale ton, mina i zwroty, jakich używa, przekonują mnie, że to jedynie gra uprawiana przez jego lud.