Przyzwyczajenie do przeciwieństw. — Powszechna obserwacja niedokładna upatruje wszędzie w naturze przeciwieństwa (jak np. „ciepło i zimno”), gdzie nie ma przeciwieństw, tylko różnice stopni. To złe przyzwyczajenie prowadzi nas także do pojmowania i rozkładania natury wewnętrznej świata duchowo-obyczajowego według takich przeciwieństw. Niewypowiedzianie wiele bolesności, zarozumiałości, twardości, oddalenia i oziębienia przenikło w uczucie ludzkie wskutek tego, iż upatrywano przeciwieństwa tam, gdzie były przejścia.


68.

Czy można przebaczać? — Jakże można w ogóle wam przebaczać, kiedy nie wiecie, co czynicie! Nie ma zupełnie nic do przebaczenia. — Lecz czy wie też człowiek kiedykolwiek zupełnie, co czyni? I jeśli to zawsze pozostaje przynajmniej kwestią, nie mają przeto ludzie nic sobie wzajem do przebaczenia, i łaskę okazywać dla najrozumniejszego jest rzecz niemożliwa do spełnienia. Ostatecznie: jeśli by złoczyńcy rzeczywiście wiedzieli, co uczynili — mielibyśmy prawo przebaczać tylko wtedy, jeśli byśmy posiadali prawo oskarżać i karać. Tego jednak nie mamy.


69.

Wstyd z przyzwyczajenia. — Czemu odczuwamy wstyd, kiedy nas spotyka dobrodziejstwo lub wyróżnienie, na które, jak się mówi, „nie zasłużyliśmy”? Zdaje się nam przy tym, żeśmy się wcisnęli w dziedzinę, do której nie należymy, z której powinniśmy być wyłączeni, niby w miejsce święte lub święte świętych, którego noga nasza nie powinna była przestąpić. Dzięki błędowi innych dostaliśmy się przecież do niego: i teraz opanowuje nas w części bojaźń, w części cześć, w części zdziwienie, nie wiemy, czyśmy powinni uciekać, czy korzystać z błogosławionej chwili i dobrodziejstw łaski. W każdym wstydzie zawiera się misterium, które wydaje się być przez nas sprofanowanym lub któremu grozi niebezpieczeństwo profanacji; wszelka łaska zawstydza. — Jeśli się zważy jednak, że w ogóle nigdy na nic nie „zasługujemy”, tedy, jeśli się oddamy temu poglądowi na łonie chrześcijańskiego pojmowania rzeczy, uczucie wstydu stanie się wstydem z przyzwyczajenia: ponieważ wtedy wydaje się, iż Bóg błogosławi i zsyła łaski ustawicznie. Pomijając jednak ten wykład chrześcijański, nawet dla mędrca zupełnie bezbożnego, który obstaje przy zasadniczej nieodpowiedzialności i braku zasługi wobec wszelkich działań i istot, ten stan wstydu z przyzwyczajenia byłby możliwy. Jeśli traktuje się go, jak gdyby na to lub owo zasłużył, wtedy wyobraża sobie, że przeniknął do wyższego rzędu istot, które w ogóle na coś zasługują, które są wolne i rzeczywiście zdolne do dźwigania odpowiedzialności za swoje własne chcenie i możność. Kto doń zawoła: „zasłużyłeś na to”, zdaje mu się wołać: „nie jesteś człowiekiem, lecz bogiem”.


70.

Najniezręczniejszy wychowawca. — U jednego zostały zaszczepione wszystkie jego cnoty prawdziwe na gruncie ducha przeczenia, u innego na jego niezdolności do przeczenia, a więc na jego duchu zgadzania się; trzeci poczerpnął całą swoją moralność ze swej dumy samotniczej, czwarty wyhodował ją na swym silnym popędzie społecznym. Przypuśćmy teraz, że niezręczni wychowawcy i przypadki posiali w tych czterech ziarna cnót nie na gruncie ich natury, na gruncie najżyźniejszym i najurodzajniejszym: staliby się ludźmi niemoralnymi, słabymi i nieprzyjemnymi. I kto by był właśnie najniezręczniejszym ze wszystkich wychowawców, złym przeznaczeniem tych czworga? Fanatyk moralności, który sądzi, że dobro tylko z dobrego, tylko na dobrym wyrastać może.