O nabytym charakterze Greków. — Słynna jasność, przejrzystość, prostota, porządek grecki, krystaliczna naturalność, a zarazem krystaliczny artyzm dzieł greckich każą nam wierzyć, iż wszystko to Grecy otrzymali w darze: że, na przykład, nie mogli pisać inaczej, tylko dobrze, jak wyraził się pewnego razu Lichtenberg. Żadne jednak twierdzenie nie jest bardziej przedwczesne i mniej dające się obronić. Historia prozy od Gorgiasa do Demostenesa świadczy o pracy i walce, żeby z ciemności, przeładowania, braku gustu wydobyć się na światło. Przypomina trudy bohaterów, trzebiących pierwsze drogi przez lasy i bagna. Dialog tragiczny jest prawdziwym dziełem dramaturgów dzięki swej niezwykłej jasności i określoności, kiedy tymczasem usposobienie narodu skłaniało się ku symbolizmowi i aluzji, do czego wychowała go jeszcze wielka liryka chóralna: podobnie jak dziełem Homera było to, że Grecy uwolnili się od pompy azjatyckiej i ciężkości, i zdobyli jasność architektoniczną w całości i w szczegółach. Nie uważano też wcale za rzecz łatwą wypowiedzenie czegoś prawdziwie czysto i jasno; skąd zresztą pochodzi wielki podziw dla epigramatu Simonidesa, występującego w postaci tak prostej, bez złoconych szczytów, bez arabesków dowcipu — lecz wypowiadającego to, co ma do powiedzenia, wyraźnie, ze spokojem słońca, nie zaś z efekciarstwem błyskawicy. Ponieważ własnością greckiego przyrodzenia jest właśnie dążenie z zmierzchu niejako wrodzonego do światła, przejmuje naród dreszcz radości na głos sentencji lakonicznej, mowy gnomicznej elegii, przypowieści siedmiu mędrców. Dlatego to tak rażące nas obecnie podawanie przepisów w wierszach było bardzo lubianym, jako właściwe zadanie apollińskie dla umysłu greckiego, do osiągnięcia zwycięstwa nad niebezpieczeństwami metru, ciemnością, i wszystkim, co zresztą poezji jest właściwością. Prostota, giętkość, jasność zdobyte zostały wysiłkiem przez geniusz narodu, nie zaś mu nadane — niebezpieczeństwo powrotu do azjatyzmu wiecznie unosiło się nad Grekami, i rzeczywiście co pewien czas zstępowało na nich w postaci ciemnej, zalewającej fali popędów mistycznych, pierwotnej dzikości i ciemnoty. Widzimy, jak się pogrążają, widzimy, jak Europa zostaje niby zmyta i uniesiona przez fale — albowiem Europa wtedy była bardzo mała — lecz powracają ustawicznie na światło, ci dobrzy pływacy i nurkowie, jakimi jest naród Odyseusza.
220.
Właściwy poganizm. — Nie ma, być może, nic bardziej dziwnego dla obserwującego świat grecki, nad odkrycie, iż Grecy od czasu do czasu świętowali niby uroczystości na cześć swych namiętności i złych popędów przyrodzonych i nawet w drodze urzędowej ustanowili pewien rodzaj przepisów o świętowaniu swego przyrodzenia arcyludzkiego: na tym polega właściwy poganizm ich świata, coś, co z punktu widzenia chrześcijanizmu nigdy nie było pojęte, nie jest do pojęcia, zawsze najsurowiej było zwalczane i okrywane pogardą. — Ową stronę arcyludzką przyrodzenia pojmowali jako niedającą się uniknąć i woleli przeto, zamiast ją obrzucać wymysłami, nadać jej przez zaciągnięcie w zwyczaje społeczne i do kultu rodzaj prawa drugiego rzędu: co więcej, uznawali za boskie i wypisywali na ścianach swych niebios to, co w człowieku stanowi siłę. Zgoła nie zaprzeczali istnienia popędu przyrodzonego, który wyraża się w złych własnościach, lecz włączali i ograniczali go do określonych kultów i dni, wynalazłszy dosyć przepisów, żeby owym dzikim wodom zapewnić odpływ jak najmniej szkodliwy. Oto źródło liberalizmu moralnego starożytności. Użyczano umiarkowanego wyładowania złym, podejrzanym, zwierzęcym pozostałościom, zarówno jak barbarzyńcy, przed-Grekowi i Azjacie, który żył jeszcze w głębi istoty greckiej, i nie dążono do zupełnego ich zniweczenia. Cały system takich przepisów obejmował państwo, które było zbudowane nie ze względu na oddzielne jednostki lub kasty, lecz ze względu na zwykłe własności ludzkie. W budowie państwa wykazali Grecy owo zadziwiające pojmowanie rzeczy typowo rzeczywistych, które później usposobiło ich do tego, że stali się badaczami przyrody, historykami, geografami i filozofami. Przy konstytuowaniu się państwa i kultu państwowego nie rozstrzygało ograniczone kapłańskie lub kastowe prawo moralne: lecz najwszechstronniejszy wzgląd na rzeczywistość wszystkiego, co ludzkie. — Po kim posiadali Grecy tę wolność, ten zmysł rzeczywistości? Być może, po Homerze i po poetach wcześniejszych od Homera, albowiem poeci właśnie, których przyrodzenie nie bywa zwykle najbardziej prawe i najmądrzejsze, posiadają natomiast ową przyjemność z rzeczywistości, z działania wszelkiego rodzaju i nie chcą nawet złego całkowicie zaprzeczać: wystarcza im, jeśli się ono miarkuje, nie tępi i nie zatruwa wewnętrznie wszystkiego — to znaczy, że zapatrują się podobnie, jak twórcy państwa w Grecji, i są ich nauczycielami i poprzednikami.
221.
Wyjątki między Grekami. — Umysły głębokie, gruntowne, poważne były w Grecja wyjątkami: instynkt narodu skłonny był raczej powagę i gruntowność odczuwać jako rodzaj wykrzywienia. Z obczyzny zapożyczać formy, nie tworzyć, lecz przekształcać w pozory najpiękniejsze — oto co jest rzeczą grecką: naśladować, nie dla użytku, lecz dla złudzenia artystycznego, wciąż opanowywać narzuconą powagę, porządkować, upiększać, wyrównywać — tak się dzieje, poczynając od Homera do sofistów trzeciego i czwartego stulecia nowej ery, którzy są powierzchnią tylko, głośnym słowem, natchnionym grymasem i zwracają się tylko do dusz pustych, żądnych pozoru, dźwięku i wrażenia. — A teraz zechcijcie ocenić wielkość owych wyjątków między Grekami, którzy stworzyli naukę! Kto o nich opowiada, opowiada najheroiczniejszą historię ducha ludzkiego!
222.
Prostota nie ukazuje się ani na początku, ani na końcu. — W historię wyobrażeń religijnych wpleciono wiele błędnych pojęć o rozwoju i stopniowości, z powodu rzeczy, które nie wyrosły ani jedne z drugich, ani jedne po drugich, lecz obok siebie i oddzielnie; szczególniej prostota używa sławy, zanadto wielkiej, jakoby miała być najstarszą i najpierwotniejszą. Niemało rzeczy ludzkich powstaje przez odejmowanie i dzielenie, a zgoła nie przez zdwajanie, dodatki, składanie. — Panuje na przykład wciąż jeszcze przekonanie, iż wyobrażenie bogów rozwinęło się stopniowo z owych nieforemnych kloców i kamieni do stopnia najwyższego, zupełnej postaci ludzkiej: a przecież rzecz ma się właśnie tak, że, dopóki umieszczano i odczuwano bóstwo w drzewach, klocach, kamieniach, zwierzętach, lękano się nadawania mu postaci ludzkiej jako bezbożności. Dopiero poeci, niezależnie od kultu i sromu56 religijnego musieli przyzwyczaić i uczynić dostępną do tego wewnętrzną fantazję ludzi: skoro jednak zaczynały znowu przeważać nastroje i chwile pobożniejsze, ustępował wyzwalający wpływ poetów, świętość jak przedtem zachowywała swe cechy potworne, niepokojące, prawdziwie nieludzkie. Lecz nawet wiele z tego, co fantazja wewnętrzna wyobrażać sobie waży, przetłumaczone na obraz zewnętrzny i dotykalny, wywoływałoby przecież jeszcze wrażenie udręczające: oko wewnętrzne jest o wiele śmielsze i mniej wstydliwe, niż oko zewnętrzne (skąd wypływa znana trudność, a częścią niemożliwość zmiany materii epicznej na dramatyczną). Wyobraźnia religijna przez czas długi opiera się stanowczo wierzeniu w identyczność boga i obrazu: obraz ma tylko ukazywać numen bóstwa, czynny tutaj w pewien tajemniczy, niedający się zupełnie zrozumieć sposób, i związany z tym miejscem. Najstarszy obraz bóstwa przechowuje i zarazem ukrywa boga — nasuwa o nim myśl, lecz nie pozwala go oglądać. Żaden Grek nigdy nie patrzył okiem wewnętrznym na swego Apollina jako na kolumnę drewnianą, ani na Erosa jako na kloc kamienny; były to symbole, mające właśnie odstraszać od przedstawiania poglądowego. Tak samo rzecz się ma z owymi bałwanami drewnianymi, którym skąpymi środkami rzeźbiarskimi dodawano oddzielne członki nieraz w liczbie nadmiernej: jak na przykład Apollinowi lakońskiemu, który posiadał czworo rąk i uszu. W niezupełności, w zaznaczaniu lub w nadmiernej zupełności leży straszliwa świętość, która powinna przeszkodzić myśleniu o ludzkim i do ludzkiego podobnym. Nie jest to embrionowy stopień sztuki, na którym przedstawia się coś podobnego: jak gdyby w czasie, kiedy czczono podobne obrazy, nie umiano przemawiać wyraźniej, przedstawiać realniej. Przeciwnie, przede wszystkim obawiają się jednego: wypowiadania wprost. Tak jak cella przechowuje święte świętych, właściwe numen57 bóstwa i ukrywa w tajemniczym półcieniu, lecz nie zupełnie; jak świątynia perypteryczna przechowuje znowu cellę58 i niby tarcza i zasłona chroni przed okiem niedyskretnym, lecz nie zupełnie: tak też obraz jest zarazem bóstwem i ukryciem dla bóstwa. — Dopiero, kiedy poza kultem, w środowisku świeckim zapaśników, radowanie się zwycięzcą w walce wezbrało tak wysoko, iż wywołane nim fale przerzuciły się na morze uczuć religijnych, dopiero kiedy posąg zwycięzcy stanął na podwórcu świątyni i pobożny pielgrzym wolą lub niewolą oko swoje jak duszę musiał przyzwyczaić do tego niedającego się uniknąć widoku piękności ludzkiej i siły nadmiernej, tak iż wskutek sąsiadowania w przestrzeni i w duszy uwielbienie bóstwa i człowieka zlewały się w jedno: wtedy dopiero znika także lęk przed właściwym uczłowieczeniem obrazu boskiego i otwarta zostaje wielka przestrzeń działalności dla plastyki w wielkim stylu: i teraz jednak z tym ograniczeniem, iż wszędzie, gdzie należy się modlić, zachowuje się i ostrożnie naśladuje prastarą formę i brzydotę. Lecz uświęcający i darzący Grek odtąd może się oddać z całą błogością tej radości, że bóg staje się człowiekiem.