I trafiała przecie! Wyście to wszak byli zawsze mego serca miąższą109, władaniem i obezwładnieniem moim: dlatego też umrzeć musieliście za młodu — i nazbyt wcześnie!

W coś najboleśniej wrażliwego ze wszystkiego, com posiadał, miotano strzały: wyście to byli, wy, których naskórek jest jako puch wrażliwy, lub jak ów uśmiech, co od jednego spojrzenia zamiera!

Lecz to słowo chcę wrogom moim rzec: czymże są wszystkie morderstwa ludzkie wobec tego, coście mnie uczynili!

Rzecz gorszą uczyniliście mi, niźli wszystkie morderstwa ludzkie, rzecz niepowetowaną odebraliście mi: — wam to mówię, wrogowie moi!

Zamordowaliście mi mej młodości oblicza i umiłowane cuda! Rówieśników dziecięctwa odebraliście mi, te błogie wspomnieniom duchy. Im to tu pamięci składam ten wieniec i klątwę tę.

Tę klątwę na wasze głowy, wrogowie moi! Wyście to wszak uczynili mą „wieczność” kruchą jako glina, co pęka w mroźną noc! Zaledwie jako olśnienie boskich oczu nawiedziło mnie ono, — jako powiek mgnienie!

Tymi słowy mówiła raz w dobrą godzinę ma czystość: „boskimi niechaj mi będą wszystkie istoty”.

Wówczas opadliście mnie brudnymi upiory; och, dokądże pierzchła owa dobra godzina!

„Dnie wszystkie niech mi uświęcone będą” — mawiała niegdyś mądrość mej młodości: zaprawdę, radosnej mądrości to mowa!

Lecz wówczas ukradliście mi, wrogowie, me noce, aby je zaprzedać bezsennej męce: och, dokądże pierzchła owa mądrość radosna?