Czy nie minął już dawno czas i na takie wątpliwości. Komuż bo wolno budzić dziś jeszcze te stare śpiące rzeczy, trwożące się światła.
Starym bogom już dawno na koniec przyszło: — i zaprawdę, na dobry weselny koniec bogów!
Nie „zmierzchli” oni na śmierć, — kłamliwe to powieści! Raczej razu pewnego na śmierć się oni — zaśmiali!
Stało się to wonczas, gdy najbardziej bezbożne słowo z ust Boga padło, — słowo: „Jam jest Bóg, nie będziesz miał innych bogów obok mnie!” —
— stary ponury Bóg, Bóg zawistny, zapomniał się tak dalece: —
A wszyscy bogowie śmiali się wonczas, chwiali się na swych stolcach, wołając: „Nie jestże to właśnie boskością, że są bogowie, a nie ma Boga?”
Kto uszy ma, niech słucha! —
Tak mówił do siebie Zaratustra w mieście, które ukochał, a które mianowane jest „pstra krowa”. Stąd pozostawało mu już tylko dwa dni drogi do jaskini i do zwierząt nań oczekujących; dusza jego weseliła się nieustannie rychłym powrotem. —
Powrót
O samotności! Ojczyzno ty moja, samotności! Za długom ja przebywał na głuchej obczyźnie, abym bez łez do ciebie miał powracać!