Radosnymi nozdrzami rad górską wdycham swobodę! Wyzwolony jest mój nos od wszelkiej woni człowieczej!
Ostrym łachotana powietrzem, niby winem piennym, kicha ma dusza, — kicha i woła do się radośnie: zdrowia! —
Tako rzecze Zaratustra.
O trzech złach
1.
We śnie, w ostatnim śnieniu przedporannym stałem na wzgórzu, — poza rubieżą świata i ważyłem świat.
O, że też tak wcześnie jutrznia dziś weszła: zbudziła mnie, zazdrosna, płomieniem swym! Zazdrosna bywa ona zawsze o żar mych snów przedporannych.
Wymierny dla tego, kto ma czas, dobremu ważycielowi zważyć się dający, skrzydłom potężnym dosiężny, boskim orzechów wyłuskiwaczom odgadnąć się dający: takim jawił mi się świat we śnie moim: —
Sen mój, żeglarz zuchwały, na poły okręt, na poły wietrznica, jak motyl milczący, jak łowczy sokół niecierpliwy: jakże go to stać było na cierpliwość i skupienie do światów ważenia!
Zachęciła go snadź ma mądrość, ma śmiejąca się mądrość dziennej jawy, co z „nieskończonych światów” szydzi? Gdyż mawiać ona zwykła: „gdzie jest siła, tam i liczba stanie się mistrzynią: ona ma więcej siły”.