Bardzo widzęć umęczoną: — tam na dole zorze płoną, owce pasą się: wszakże śpi się tak rozkosznie, kiedy pastuch hen, rozgłośnie na fujarce dmie.
Bardzoś widzę umęczoną! Opuść tylko swe ramiona, ogarnij mą szyję. Lecz gdy pragniesz, — mojej wody, wiem niestety, tej ochłody warga twa nie pije! —
— O przeklęty giętki wężu! — Prysłaś, skrętna czarownico! Na mej twarzy, po twych dłoniach dwie czerwone plamy świecą!
Już znużyły mnie zaprawdę pasterki fletniowe! Teraz, wiedźmo opiewana, krzyczże, co się zowie!
W śmig biczyska pląsająca, zaśpiewać mi chciej! Swegom bicza nie zapomniał? — Nie zapomniał! — Hej! —
2.
A życie mi na to, przysłaniając swe wdzięczne uszka:
„O, Zaratustro! nie trzaskajże tak strasznie swym biczyskiem! Wiesz przecie: hałas myśli zabija. A nawiedzają mnie właśnie łagodne myśli.
Jesteśmy oboje prawdziwie dwoje »nicdobrego« i »niczłego«. Poza rubieżą dobra i zła znaleźliśmy swą ziemię obiecaną i swe łany zielone; — my oboje tylko! Wypada nam być w zgodzie!
A jeśli się nie kochamy całą duszą, — to czyliż mamy się dlatego wciąż trapić wzajemnie, że się nie kochamy całą duszą?