Och! och! Skowyczy pies, księżyc świeci. Skonać, skonać raczej zechcę, niźli mówić wam, co północne moje serce myśli oto wraz.

Już zmarłem ja! Minęło już! Pająku ty, czemu snujesz wokół mnie? Chceszże krwi? Och! och! Pada rosa, zbliża się godzina —

— godzina, w której dreszcz i mróz przejmuje mnie, pyta ona, rozpytuje: „komu serca na to stać?”

— komu ziemi panem być? Kto zechce rzec: „tak wam biec, wielkie oraz małe wy strumienie!”

— godzina zbliża się: o człeku ty, człowieku wyższy, bacz! mowa to dla czujnych uszu, dla twoich ona uszu — co brzmi z północnej głuszy wzwyż?

5.

Coś ponosi mnie, pląsa dusza ma. Dzieło dnia! Dzieło dnia! Komu panem ziemi być?

Księżyc mrozi, milczy wiatr. Och, och! Wzlecieliście dość wysoko? Wy pląsacie: jednak noga skrzydłem jeszcze nie jest.

Dobrzy wy tancerze, mija już ochota, wino poszło w męty, każda czara już skruszała, już bełkocze grób.

Wzlecieliście nie dość górnie: już bełkoczą groby: „zmarłych też wyzwólcie! Czemu taka długa noc? Nie upajaż księżyc nas?”