— Choćbym wysiłkiem rąk obu wstrząsnąć zapragnął tym drzewem, nie zdołam przecie tego uczynić.
Lecz wiatr, którego nie dostrzegamy, dręczy je i przegina, jako zechce. Najnielitościwiej dręczą nas i poginają niewidzialne dłonie.
I oto zerwał się młodzieniec spłoszony i rzekł:
— Słyszę Zaratustrę, właśnie o nim myślałem.
Zaratustra odparł:
— I czemuż cię to przeraża? — Jednak człowieka dola jest jako tego drzewa.
Im bardziej garnie się ku górze i ku jasności, tym gwałtowniej zapuszczają się jego korzenie w ziemię, w dół, w ciemnię w głąb, — w zło!
— Tak jest, w zło! — wykrzyknął młodzieniec. — Jakimże to cudem odkryłeś mą duszę?
Zaratustra uśmiechnął się i odparł:
— Niejednej duszy nigdy się nie odkrywa, chyba że się ją wprzódy wymyśli.