Tomasz Carlyle103, wielbiciel i interpretator Goethego, opowiada w swoim Sartor Resartus o pewnym wewnętrznym doświadczeniu, od którego datuje się w nim początek nowego życia. Czując się nieszczęśliwym, biednym i wyklętym, szedł on pewnego razu, jako młody człowiek, w jeden z dni upalnych, brudną i gorącą drogą z Edynburga do Leith. „Wtem naraz błysnęła mi idea, i zapytałem się: czego ty się właściwie obawiasz? Czyż wiecznie będziesz jęczał i skomlał, ty wstrętny dwunożniku? Jakaż może być ostateczna suma tego, co cię czeka? śmierć? I owszem, dodaj do tego jeszcze wszystkie katusze Topheta (ołtarza Molocha w dolinie Hinnom) i wszystko, co człowiek albo szatan na twoją zgubę wymyślić lub uczynić może! Nie masz serca? Nie umiesz-li znieść wszystkiego, cokolwiek spotkać cię może i, dziecię wolności, jakkolwiek wyklęte, samego Topheta rzucić sobie pod nogi, i deptać go, podczas tego, gdy cię pożera? Tak we wszystkie zakątki mojego wnętrza wnikał chcący mną zawładnąć piorunny głos wieczystego „nie”, i oto wszystka moja istota wyprężyła się w swym całym przez Boga stworzonym majestacie i z naciskiem założyła przeciw temu protest. Wieczyste „nie” mówiło: Patrzaj, jesteś bez ojca, bez domu, a i wszechświat jest moim (szatana); a na to odrzekło wszystko me wnętrze: Nie należę do ciebie, jestem wolny i nienawidzę cię na wieki104. To wrażenie, skupione w jedną bohaterską chwilę, stanowi sumę życia Fausta.
I teraz, filozofując dalej w myśl poematu o istocie złego, możemy powiedzieć: Zło, przedstawione nam tutaj jako coś bezsilnego i ostatecznie odepchniętego, wzgardzonego, jest w istocie swojej w ogóle czymś negatywnym, nieistniejącym, ale nie czymś, co istnieje pozytywnie. Zło nie jest rzeczywistością samą w sobie, ale tkwiącym w rzeczywistości przeciwieństwem tej rzeczywistości. Nawiązując do myśli platońsko-arystotelicznych, odżyłych znowu u Augustyna, a inaczej u Spinozy i Leibnitza, możemy też powiedzieć tak: Rzeczywistością jest dobro, rzeczywistość i doskonałość (realitas i perfectio) zlewają się w jedno. Zło występuje tylko jako forma braku czegoś, co nie istnieje, (privatio, στερησις), ale nie jako coś istniejącego.
Poeta wskazuje niejednokrotnie na takie pojęcie rzeczy. Tak na samym zaraz początku wkłada w usta Mefistofelesa następujące słowa co do jego własnej istoty: „Jać jestem duchem, który zawsze przeczy”; albo zaraz dalej: „Nic, któremu przedstawia się „coś” ”. A w rozmowie z Eckermannem105 o istocie demoniczności (2 marca 1831) odpowiedział Goethe na pytanie Eckermanna, czy i Mefistofel nie posiada rysów demonicznych?: „Nie, Mefistofel jest istotą zbyt negatywną, pierwiastek demoniczny zaś objawia się w czynności absolutnie pozytywnej”. I rzeczywiście, na tym całkowicie mu zbywa; nie posiada żadnej siły twórczej, nie umie dokonać nic rzeczywistego, nie umie nawet przyrządzić trunku w kuchni czarownic:
„Wprawdzie ich tego czart nauczył,
Ale przyrządzić sam nie umie”.
Tylko pasożytniczo zagnieździwszy się w człowieku, zyskuje zły duch, także według wiary ludowej, zdolność czynienia czegoś rzeczywistego, za pomocą czarodziejstwa i czarownic. Z siebie samego wysnuwa Mefistofeles zawsze tylko mamidła. Bóg płodzi rzeczywistość, szatan, małpi jego naśladowca, stwarza li106 pozór. Od piwnicy Auerbacha aż do bitwy, którą wygrywa dla cesarza (II. akt IV) olśniewa wirtuozostwem w sztuce oślepiania i tumanienia, jako czarodziej pozoru. A jak rzeczywistości stworzyć nie może, tak też i zniszczyć jej nie zdoła. Sprawia zamieszanie, uwodzi, niszczy wzgardliwymi przemowami, w rzeczywistości jednak tego, jak mówi opryskliwie, „niezdarnego świata” zniweczyć nie może. Próbuje to nieustannie, ale zawsze doznaje rozczarowania. Tak więc złe jest niczym, jest czymś nieistniejącym.
Ale w jakiż sposób złe na świat przychodzi, jeżeli w rzeczywistości jest niczym? Dałoby się może w myśl poety odpowiedzieć na to: dzięki świadomości ludzkiej, która z natury lubi się obracać w sprzecznościach. Myślenie boże leży poza sprzecznościami, ale dla myślenia ludzkiego, dla ludzkiego czucia i sądu forma sprzeczności stanowi granicę, od której uwolnić się nie zdołasz. Nie możemy sobie pomyśleć bytu bez niebytu, „tak” bez „nie”, czynników pozytywnych bez negatywnych, zestroju bez rozstroju, życia bez śmierci, rozkoszy bez bólu, piękna bez brzydoty, a więc i dobra bez zła. Pierwiastek pozytywny, pierwiastek tego, co jest, rzeczywistość, dobro subsystuje samo w sobie, jak cień nie odstępuje go jednak pierwiastek negatywny, to, czego nie ma, zło.
„Natura może sobie być, jaką chce, diabeł był przy jej stworzeniu, to jego punkt honoru” — powiada Mefistofeles w roztrząsaniach kosmogonicznych w akcie czwartym części drugiej; bez gwałtu i zniszczenia nowej budowy nie stworzymy — oto jak zaznacza on logiczno-metafizyczną konieczność zła.
Pod pewnym względem możemy tę logiczno metafizyczną konieczność przemienić także w konieczność teologiczną. Przeciwieństwo jest dla rze zywistości niezbędne, jest ono twórczą zasadą postępu. Wypowiada to Pan w prologu w niebie odnośnie do świata ludzkiego:
„Działalność człeka łatwo się ucisza,