(Z listu) Nieopisaną jest moja pogarda dla masy. Gramoli się ten duchowy motłoch nóżkami ślimaczymi na lilipucią drabinę, którą nazywa nauką, i każdy cal przebytej drogi uważa za milę, bo mierzy ją według mozołu, nie według odległości; a gdy ujrzy ponad sobą krążącego orła, myśli sobie: nie dostałeś się wprawdzie tak wysoko jak on, ale za to stoisz (tu głaszcze drabinę), i to na drzewie, on zaś ma pod sobą tylko powietrze, a ponad sobą chyba tylko chmury i słońce, do którego tak samo nie dotrze jak ty.

Człowiek robi sobie zwierciadło powiększające nie tylko chętniej, lecz i łatwiej niż pomniejszające.

Najniebezpieczniejsza jest miernota, która może się powołać buńczucznie na to i owo.

Ludzie, którzy mają długo żyć z sobą, muszą się czasem czubić, i lepiej jest, żeby się czubili bez powodu niż z jakiegoś powodu.

Do piekła życia dostaje się tylko szlachta ludzkości; inni stoją przed piekłem i grzeją się.

Wiele grzechów popełniamy tylko po to, aby móc za nie pokutować.

Niektóre rzeczy należałoby zupełnie w modę wprowadzić, aby nareszcie wyszły z mody.

Mam uczucie, jak gdyby każdy człowiek był we wszechświecie tak nieskończenie samotny, że właściwie nic o sobie wzajemnie nie wiemy, a wszelka przyjaźń i miłość podobna jest do ocierania się ziarnek piasku rozrzucanych przez wiatr.

Dążyć do najbliższego celu z rozkoszą, radością i pewną siłą — to jedyna droga, aby osiągnąć cel najdalszy.

Dwaj ludzie to zawsze dwa ekstrema.